|
Jezuickie drogi
Nowicjusz Romuald Domagała wspomina swoją pielgrzymkę
do miejsc ignacjańskich, którą odbył na krótko przed wstąpieniem do Towarzystwa
Jezusowego.
Któż z członków Towarzystwa Jezusowego, w skrytości swego
serca, nie chciałby chociaż przez chwilę przyklęknąć w miejscu nawrócenia
św. Ignacego czy też w Manreskiej grocie. Jednak tylko niektórzy mają taką
możliwość. Mnie Pan Bóg obdarował taką okazją w ramach pielgrzymki studentów
z jezuickich duszpasterstw akademickich.
Nasze pielgrzymowanie rozpoczęliśmy 14 lipca w Opolu.
Poprzez Czechy, Niemcy i Szwajcarię dotarliśmy późną nocą na pierwszy nocleg,
tuż za granicą szwajcarsko-francuską.
Rano ruszyliśmy dalej i znów późno, bo o 1 w nocy, dotarliśmy
do Tuluzy. Tutaj czekała na nas niespodzianka. Zastępujący proboszcza ojciec
z Polski nie miał (jak to jest w zwyczaju na Zachodzie) klucza do domu
parafialnego a jedynie do kościoła. Wobec tak późnej pory położyliśmy się
spać w... kościele! Za łóżka służyły nam ławki i klęczniki, a nad ranem
za przebieralnię nawet... konfesjonał! Nakarmieni ruszyliśmy dalej w drogę
i nocą dojechaliśmy do Javier, rodzinnej miejscowości św. Franciszka Ksawerego.
Następnego dnia mieliśmy okazję dokładnie obejrzeć zamek rodowy Ksawerów,
w tym starą kaplicę zamkową z uśmiechającym się Chrystusem na krzyżu.
Nieocenioną pomocą służył nam w tym miejscowy brat jezuita.
Nazajutrz wyjechaliśmy do Loyoli, gdzie mieliśmy okazję
zwiedzić bazylikę w całej jej okazałości oraz zamek rodziny Loyolów. Nieocenionym
przewodnikiem okazał się tutaj o. Echeverria rodowity Bask. On też po
południu wspólnie z nami odprawił mszę św. w kaplicy Nawrócenia św. Ignacego
(dawnym jego pokoju). Msza św. w takim miejscu była dla nas szczególnym
i wzruszającym przeżyciem.
Kolejnym punktem naszej pielgrzymki było miasto La Coruna
nad Atlantykiem. Tam przyjęto nas również bardzo gorąco w szkole, prowadzonej
przez Towarzystwo. Nocowaliśmy w sali gimnastycznej. Następnego dnia dzięki
pomocy o. Tonio mogliśmy odwiedzić grób św. Jakuba w Santiago de Compostella.
Z kolei w Salamance ojciec minister, zaskoczony naszym
przybyciem i prośbą o trzy noclegi, po długich rozmowach umieścił nas w...
jezuickim przedszkolu. Trzeba nas było widzieć, siedzących na maleńkich
stołeczkach i przy podobnych stolikach. Pobyt w Salamance to zwiedzanie
pojezuickiego, oczywiście barokowego kościoła, a także dziedzińca biblioteki
uniwersyteckiej. Zapewne na tym dziedzińcu spacerował 493 lata temu
św. Ignacy.
Nasza dalsza droga wiodła do Barcelony, a właściwie jej
przedmieść. Jak się bowiem okazało, jezuicka szkoła, w której mieszkaliśmy,
była położona ok. 11 kilometrów od centrum miasta. Nazajutrz udaliśmy się
na Montserrat. Znaczną część drogi na sam szczyt odbyliśmy jednak
pieszo, starym i niestety mało używanym szlakiem. Skały Montserratu
naprawdę nas oczarowały. Nie są one wcale takie wysokie (1135m), ale ich
kształt powoduje wrażenie ogromnej wysokości; sanktuarium na szczycie jest
nimi zewsząd otoczone. Mszę św. odprawiliśmy w jednej z przepięknych, starych
kaplic bazyliki, a potem mogliśmy z bliska zobaczyć figurkę Matki Bożej.
Nie omieszkaliśmy też odtańczyć menueta przed bazyliką.
Kolejny dzień był czasem podsumowania w Manresie. Tam
powitano nas nie tylko gorąco, ale jeszcze na dodatek polskim hymnem. Po
zwiedzeniu bazyliki mogliśmy modlić się w słynnej grocie, będącej teraz
częścią kościoła. Nakarmieni duchowo, po południu podsumowaliśmy we wspólnym
gronie całą naszą pielgrzymkę.
Ostatni dzień w Hiszpanii spędziliśmy na indywidualnym zwiedzaniu Barcelony
(Sagrada Familia, katedra, znany św. Ignacemu kościół Santa Maria del Mar),
a zakończyliśmy go wspólną kolacją w restauracji! Niektórzy nie kładli
się potem nawet spać. Nad ranem następnego dnia wyjechaliśmy z Hiszpanii
i po dwóch dniach, rano 31 lipca, dotarliśmy do Opola.
Nasza pielgrzymka była doświadczeniem radosnym, choć czasem
trudnym (częste noclegi na podłodze i inne niedogodności). Jednakże byliśmy
na ten trud przygotowani i dlatego współczynnik marudności (słynne hasło
o. Wojtka) na ogół bliski był zeru. Mnie osobiście pielgrzymka pozwoliła
dotknąć tajemnicy założyciela Towarzystwa Jezusowego, do którego pragnąłem
wstąpić.
nov. Romuald Domagała SJ
|
|